Rozmawiając z kolegą Markiem o pomysłach na ciekawy weekend dostałem rekomendację żeby przyjrzeć się bliżej Biebrzy. Marek już kiedyś namawiał mnie na męski wyjazd na obserwację ptaków (wiem jak to brzmi) – konkretnie Batalionów. Jakoś się wtedy nie zeszło, ale od czasu do czasu Marek wspominał, że to przyjemne miejsce, świetna przyroda i super ludzie z Podlasia gwarantują udany weekend. Zacząłem więc standardowe poszukiwania – przejrzałem parę blogów, popatrzyłem na oferty firm oferujących spływy kajakowe itp. jedna z nich zatrzymała mnie na dłużej. Miała w ofercie też spływ Tratwą na Biebrzy. Pomyślałem sobie, że to właśnie to. Zostało mi tylko przekonać Magdę.

Meandrująca Biebrza

Zaskoczenie pierwsze – euforia Magdy

Czasem decyzję o wyjeździe gdzieś podejmujemy w trybie ekspresowym, podoba nam się, bierzemy za telefon, sprawdzamy czy jest miejsce i robimy rezerwację. Bałem się, że w tym wypadku Magda nie będzie nawet chciała słuchać tylko powie, że zdurniałem do końca. Nie rozmawiałem o tym pomyśle z Magdą, tylko wysłałem jej link do strony z ofertą i opisem a następnie czekałem na reakcję lub diagnozę: “wariat”.

Odpowiedź od Magdy mnie zaskoczyła: “Fajne, ale kurde w takim domku??? Hmmmmm, no nie wiem“. Umówmy się, że to jest bardzo daleko od: “Chyba Cię pogięło, zdurniałeś, śpisz na balkonie”.

Po dłuższej wymianie zdań i argumentów pojawił się komentarz Magdy: “Mega”. No to naprawdę zaskoczenie z gatunku znalezienia w lesie borowika w styczniu.

Tratwa na Biebrzy

Zdecydowanie przygoda

Dzielimy sobie nasze wyprawy na dwie kategorie – Przygoda i Wygoda. Z założenia te mniej komfortowe są dla mnie, a te bardziej wygodne dla Magdy. Ten weekend zapowiadał się jako zdecydowanie aktywność dla mnie, choć przyrodę i kontakt z naturą uwielbiamy oboje.

Rezerwację zrobiliśmy praktycznie z dnia na dzień, szczęśliwie początek maja nie jest oblegany na Biebrzy – z uwagi na dość zimne noce. Wybraliśmy ofertę firmy Biebrza24 – o której więcej napiszemy poniżej, rezerwacja z uwagi na krótki termin przyjazdu odbyła się bez zaliczki. Wyruszyliśmy wczesnym piątkowym popołudniem z Warszawy. Zrobiliśmy trochę zdjęć po drodze i dotarliśmy przed 20 do Sztabina – to miejscowość leżąca między Augustowem a Białymstokiem.

Zaskoczenie drugieludzie a nie biznes

Myślę, że warto napisać trochę o firmie Biebrza24. Jest to firma rodzinna – Pani Jadwiga ogarnia telefony i kontakty z klientami, jej mąż Bogdan zajmuje się obsługą gości, synowie Marcin i Piotrek obsługują i naprawiają tratwy oraz zajmują się marketingiem, żona Piotra, Monika zajmuje się organizacją gastronomii. Całość działa bardzo sprawnie a co najważniejsze dla nas – jesteśmy obsłużeni kompleksowo i z uśmiechem. Już pierwszy kontakt telefoniczny był przemiły – Pani Jadwiga jasno i klarownie omówiła z nami co jest a czego nie ma na tratwie. Po przyjeździe do Sztabina zostaliśmy ciepło przyjęci przez właścicieli. Pogadaliśmy trochę i zostawiliśmy samochód na parkingu przy ich domu a następnie zostaliśmy przetransportowani przez Marcina busem na tratwę.

Tratwa czyli co?

Jak opowiadamy znajomym o tym wyjeździe to każdy ma inne wyobrażenie. Niektórzy widzą zbite lub związane bale z namiotem na pokładzie. Inni widzą coś na kształt barki. Prawda jest nieco inna. Tratwy to autorska konstrukcja, wykonana z drewna i sklejek. Całość ma około 18 metrów kwadratowych – 6 na 3 metry. Główna część tratwy- czyli pokład – sprawia wrażenie bardzo stabilnej. Wiem od ekipy, że wyporność konstrukcji jest wspierana styropianem. Na tratwie znajduje się także część sypialniana oraz jadalnia, która może zamienić się w drugą sypialnię. Trzecią sypialnią może być namiot postawiony na dachu. Oznacza to, że może tam potencjalnie nocować do 6 osób. Nam się wydaje, że to w miarę komfortowe rozwiązanie dla  4 osób. Warunkiem jest to, że muszą się dobrze znać i nie mają zbytnio rozwiniętego poczucia wstydu – z uwagi na brak prywatności i udogodnień.

Na wyposażeniu tratwy są pychy oraz wiosła. Pychy to długie solidne kije, które służą do odpychania się od dna i brzegów Biebrzy. Dodatkowo na tratwie jest dostępny grill, baniak z wodą do mycia rąk, saperka, siekierka i “toaleta”. O toalecie nie piszemy – niech to będzie niespodzianka dla tych, którzy pojadą na miejsce.

Zestaw pychów na tratwie

Pierwsza noc – jak się spało na tratwie?

Po tym jak Marcin nas podwiózł na pole namiotowe przy którym cumowały tratwy, siedzieliśmy w samochodzie i gadaliśmy jeszcze z dobrą godzinę o różnych tematach a najmniej o tratwach. Tak to jest, że czas w dobrym towarzystwie leci szybciej. Marcin w rozmowie z Magdą wyłapał, że nie jest fanką pająków i robaków. Jak wypakowywaliśmy rzeczy z samochodu na molo wziął mnie na bok i zapytał:

–  Potrzebujecie namiotu?
– Tak, to dobry pomysł.
– To przywiozę Wam bo tu jest ponad 400 gatunków pająków.
– Tak, tylko nie mów Magdzie bo będziesz nas odwoził do samochodu zaraz.
– Ok, to jadę. Magda, jeszcze namiot Wam przywiozę.

Magda jak zwykle skromna i odważna:
– Nie, po co nam namiot?

Marcin spojrzał na mnie, spojrzał na Magdę, zajrzał jej głęboko w oczy i powiedział głosem pełnym doświadczenia i troski:
– Nooooo, to przywiozę.

Namiot bardzo się przydał. Rozłożyliśmy go wewnątrz sypialni, włożyliśmy do środka pożyczony od znajomych materac, nadmuchałem go, wrzuciłem śpiwory, koce i inne ogrzewacze w płynie i byliśmy gotowi do spania. Marcin dał nam jeszcze wskazówki jak odcumować rano i jak sterować tym okrętem.

Jako, że byliśmy nad Biebrzą na początku maja to w ciągu dnia było dość ciepło ale w nocy temperatura osiągnęła około 5-6 stopni. Było tak zimno, że Majlo, który zwyczajowo śpi w nogach, spał pod śpiworem między nami i bał się ruszyć. Zmarzliśmy bardzo mocno, do tego z pola namiotowego słychać dość duży ruch samochodowy i przyznam, że pierwsza noc na tratwie była dość trudna. Nie mówiłem nic Magdzie bo chciałem popływać tą tratwą a nie wracać rano do Warszawy.

No to ruszamy

Rano, wstaliśmy jak nigdy około 7. Szybka toaleta, mycie zębów i płyniemy. Miało wiać od 12, a z relacji chłopaków wiedzieliśmy, że pływanie podczas wiatru powoduje tylko frustrację gdyż nadbudówka na tratwie zachowuje się jak żagiel, którego nie możesz złożyć i wiatr pcha Cię gdzie chce.

Odcumowałem tratwę, odepchnąłem nas pychami i … ruszyliśmy. Pierwsze odczucie jest takie, że nie dasz rady sterować tą tratwą. Magda pilnowała Majlo, który z okazji wyjazdu dostał kapok. Musiałem więc poradzić sobie sam. I wiecie co? Było to bardzo przyjemne. Trzeba się trochę połazić do przodu i do tyłu, w prawo i lewo, ale w sumie jeśli nie ma za szybkiego nurtu to jesteś w stanie kontrolować tratwę i nawet nie za specjalnie się poobijać. Ruszyliśmy przed 8 i do około 11:30 płynęliśmy całkiem fajnie. Zatrzymaliśmy się na toaletę i śniadanie w dość spokojnym miejscu, zrobiliśmy więc parę zdjęć. W międzyczasie minęła nas grupa kajakarzy oraz jeszcze jedna tratwa. Było na niej chyba z 8 osób, wiedzieliśmy więc, że nie będą nocowali tylko płyną ze Sztabina do Czarniewa.

Uroki Biebrzy

Po śniadanku i zdjęciach postanowiliśmy ruszyć dalej, mieliśmy do przepłynięcia tylko 2 km tego dnia co mi wydawało się śmieszną odległością. Złapałem za pych, Magda wzięła wiosło i ruszyliśmy… do tyłu. Okazało się, że tak wieje, że nie byliśmy w stanie wypłynąć z krzaczorów. Oczywiście uznaliśmy, że to kwestia naszych umiejętności i za małej siły a nie warunków atmosferycznych, więc zaczęliśmy się zmagać z wiatrem. Około 90 minut zajęło nam zrozumienie, że przegramy ten nierówny mecz. Wypływaliśmy na środek rzeki i wracaliśmy parę razy w krzaki. W końcu przekonałem Magdę, że możemy spokojnie się poopalać i odpocząć.

Przyroda, spokój i lody

Szczęśliwie stanęliśmy w takim miejscu, że mogliśmy spokojnie przybić do brzegu i wyjść na trawę w Biebrzańskim Parku Narodowym. Majlo pobiegał sobie po trawce, my odpoczywaliśmy sobie. Odwiedziła nas spora ilość bocianów, skowronków i innych ptaków. Byliśmy otoczeni polami i łąkami, na pięknej rzece, prawie bez zasięgu, bez ludzi, bez samochodów. Tylko przyroda i my.

Bociany w locie

Wzięliśmy książkę, kanapki i czekaliśmy aż przestanie wiać. W okolicach godziny 16 zauważyłem, że ważki podniosły się nad trzciny. To był sygnał do ataku. Chwyciliśmy za wiosła i pychy i po 2 minutach byliśmy dalej niż w po 90 minutach walki. Przeszliśmy przez newralgiczną część rzeki, płynącej w tym miejscu na północ, skąd wiało i potem spływ był już przyjemnością. No prawie. Mieliśmy jeszcze jeden trudny punkt tego dnia. Mianowicie zachciało nam się lodów.

Płynąc po Biebrzy wśród pól i lasów nie mijasz co chwila sklepów z lodami. Jedyną opcją wypływając ze Sztabina jest przystanek na molo – mniej więcej po 1,5 km po pola namiotowego. Z molo można dojść na piechotę – około 600 metrów – do sklepu w centrum Sztabina. Postanowiliśmy więc wylądować w tym miejscu. Celowanie tratwą w molo nie jest jednak takie proste, bo rzeka ma inne plany i płynie dalej. Kiedy byliśmy jakieś metr od molo wszystko wydawało się opanowane. No i wtedy Biebrza, tratwa i my pokazaliśmy co umiemy – pięknie obróciło nas o 180 stopni i zaczęliśmy się oddalać od molo, sklepów i lodów. Nie myśląc za długo zachowałem się jak stary żeglarz, którym nigdy nie byłem, złapałem linę cumowniczą, podwinąłem spodenki i wyskoczyłem do wody. Wybiegłem na brzeg i zacząłem przeciągać tratwę razem z Magdą i Majlo w stronę molo. Nurt w tym miejscu jest naprawdę silny więc jak już byłem na molo to prawie wciągnęło mnie do wody. Finalnie jakoś udało się powiązać tratwę z molo i Magda zeszła na ląd suchą stopą. Nie wiem czemu Magda była mocno roztrzęsiona, mówiła coś w stylu: “nigdy więcej”, “nie znamy się na tym” i w końcu najważniejsze: “idź po lody”. No to poszedłem po lody do sklepu, po drodze zebrałem trochę kwiatów z pola w razie co i kupiłem jeszcze dwie czekolady.


Drugi nocleg – o niebo lepiej, choć z przygodami

Lody zawsze pomagają na zły humor, przekonałem Magdę, żeby popłynąć kawałek dalej bo jutro mamy nie dwa kilometry a pięć. To znaczy nie powiedziałem jej tego tylko, że jutro też mamy trochę do przepłynięcia. Inaczej pewnie byśmy nie ruszyli, zresztą parę razy pojawiło się: “to nie ma sensu”, “nie damy rady” i “mam dosyć”. Dobrze, że mieliśmy ogrzewacz w płynie. Korzystając z braku wiatru przepłynęliśmy jeszcze około kilometra i zaparkowaliśmy gdzieś w polu. Za trudny dzień przyszła szybko nagroda w postaci przepięknego zachodu słońca. Porzucałem trochę spinningiem ale bez rezultatów, Madzia przygotowała kolację, którą zjedliśmy przy zachodzącym słońcu, a która po długim dniu smakowała wybornie i zakopaliśmy się w śpiwory. 

Druga noc była dużo lepsza niż pierwsza. Spaliśmy z dala od dróg i ludzi, byliśmy sami z Majlo, żabami i Biebrzą. Księżyc był bardzo jasny i duży, gwiazdy nad nami. Można powiedzieć, że w końcu się w pełni zrealaksowaliśmy, choć nie do końca. Około 2 w nocy coś mnie obudziło. Miałem wrażenie, że coś po mnie chodzi. Okazało się, że na brodzie miałem kleszcza. Przejrzeliśmy dokładnie cały namiot, Majlo jest zabezpiecznony od kleszczy ale i tak przejrzeliśmy go parę razy. Po 3 udało nam się zasnąć.

Motorówką przez Biebrzę

Zaplanowaliśmy, że wstajemy wcześnie rano i płyniemy dalej, żeby nie powtórzyć problemów z poprzedniego dnia. Wstaliśmy po 6:30, szybka toaleta, spacer z Majlo i płyniemy. Bałem się, że będzie powtórka z poprzedniego dnia i będziemy się zmagać z wiatrem i czasem – tego dnia mieliśmy wracać do Warszawy i gdybyśmy utknęli na rzece to dzień mógł nam się trochę posypać.

Okazało się, że wszystko jednak nam sprzyja tego dnia. Piękne słoneczko i delikatny wiatr. który wiał z północnego wschodu. Rzeka płynie na tym odcinku głównie na południowy zachód więc to co wczoraj było naszym Everestem dziś było zaledwie Gubałówką. Przez większość czasu Magda siedziała sobie spokojnie pilnując Majlo, przygotowując coś do jedzenia lub obserwując jak sobie radzę. Ja natomiast byłem w swoim żywiole. Chodziłem po całym pokładzie odpychając lub wiosłując na przemian. Udało nam się zaliczyć parę piruetów, ale generalnie było to bardzo przyjemne i przede wszystkim satysfakcjonujące uczucie. Jeśli ktoś z Was miał ochotę kiedyś poczuć się jak kapitan statku, podróżnik po nieznanych wodach lub flisak to nie ma lepszej rzeczy niż tratwa na Biebrzy. W niektórych miejscach robi się dość wąsko, nurt robi się wartki i zaczynasz płynąc naprawdę szybko. Czuliśmy się momentami jak na motorówce.

Zdarzyło się, że parę razy nie udawało mi się przejść z jednej strony tratwy na drugą wystarczająco szybko, tak aby odepchnąć nas w odpowiednim czasie. Oznaczało to przywalenie którymś bokiem tratwy o brzeg. Co ważne nie jest to groźne – oczywiście jeśli nie stoisz na dachu sypialni. Wtedy można polecieć parę metrów swobodnie, także nie polecamy podroży na dachu – chłopaki z ekipy zresztą nam to odradzali w ramach podstaw BHP. Poza tym to naprawdę bardzo bezpieczna zabawa.

Prawdziwa przyjemność

Odnośnie zabawy – przez niecałe cztery i pół godziny z paroma przystankami na zdjęcia, łowienie ryb i jedzenie, przepłynęliśmy ponad cztery kilometry bez żadnego wysiłku. Było to bardzo przyjemne, satysfakcjonujące, z pogranicza wyczynu turystycznego i jednocześnie coś, czego nie zrobisz nigdzie indziej. Piękna meandrująca rzeka, liczne ptaki i rozgrzewające słoneczko dopełniało szczęścia.

Około 11:30 dobiliśmy do miniportu w Czarniewie, zaparkowaliśmy tratwę jak profesjonaliści – przydało się doświadczenie poprzedniego dnia. Wyskoczyłem na brzeg, przeciągnąłem tratwę do dwóch innych barek i związaliśmy je z Madzią linami. Cała operacja trwała z 2 minuty. To jedna z takich chwil gdzie żałujesz, że nikt tego nie nagrywa bo robisz coś pierwszy lub drugi raz w życiu a wyglądasz i działasz bardziej niż profesjonalnie i wszystko Ci wychodzi tak jak ma być.

Po wylądowaniu na suchym lądzie i zaparkowaniu tratwy zadzwoniliśmy do ekipy Biebrza24, że jesteśmy gotowi do odbioru ale dopiero za 3 godziny bo jeszcze chcemy sobie poleżeć i się poopalać. Przyjechał po nas Piotrek i podobnie jak z Marcinem posiedzieliśmy i pogadaliśmy przy kawie dużo dłużej niż wymaga tego grzeczność. Coś jest w tym Podlasiu, że jest tam kumulacja dobrych i ciekawych ludzi.

Polska Nieodległa

Tak udany weekend, który pomimo trudów, kleszczy, robaków i pająków, podobał się także Magdzie (“było super, ale nigdy więcej”) spowodował, że przyszła mi do głowy pewna myśl. Jakiś czas temu trafiłem na świetną akcję: Polska Nie_odległa, która promuje odkrywanie ciekawych miejsc w Polsce na 100 lecie niepodległości. To lista 100 aktywności turystycznych, które można zaliczyć na 100 lecie niepodległości i dzięki temu poznać nasz piękny kraj. Nasza miniprzygoda na tratwie moim zdaniem idealnie wpisywała się w koncepcję twórców akcji. Zgłosiłem więc spływ tratwą po Biebrzy jako jeden z możliwych wyczynów i wiecie co? Udało się! Nasze zgłoszenie zostało wzięte pod uwagę i trafiło na finalną listę 100 turystycznych osiągnięć. Jak będziecie jechać popływać tratwą na Biebrzy to pamiętajcie o numerze 53 na tej liście. 

Zdecydowanie polecamy nie tylko tratwy ale i inne pomysły na weekendowe wyprawy w Polsce. Pamiętajcie, że Polska ma wiele do zaoferowania i warto ją odwiedzać jak najczęściej – jest tuż za progiem. Co ważne można ją zwiedzać na różne sposoby – bardziej komfortowo – tak jak odwiedziliśmy Białowieżę, i bardziej przygodowo – tak jak mieliśmy okazję podziwiać Biebrzę. 


Koszty wyjazdu:
– Wynajem tratwy na dwa dni pływania: 450 zł
– Nocleg na tratwie w pierwszą noc: 20 zł
– Pozwolenie na wpłynięcie do parku dla 2 osób na dwa dni: 24 zł
– Pozwolenie na wędkowanie na dwa dni: 30 zł
– Wypożyczenie wędki na dwa dni: 20 zł
– Parking samochodu na dwa dni: 10 zł
– Tankowanie samochodu: 290 zł (nie spaliłem całego baku ale w obie strony przejechaliśmy prawie 600 km więc doliczam cały bak aby bilans).
– Koszty jedzenia (przygotowaliśmy sobie zapasy na dwa dni): 120 zł
– Lody i czekolady: 18,90 zł

Razem: 982,90 zł (w tym 554 zł koszty bez transportu i jedzenia)

Drogo, niedrogo? WARTO. Przygoda nie ma ceny.

Autor

"Przygoda" to bardziej ja. To ten brzydszy z pary autorów. Uwielbiam poznawać świat i spotykać go za progiem. Po paru tygodniach po powrocie do domu już mnie nosi i zaczynam planować kolejną podróż. W naszym tandemie odpowiadam za logistykę podróży, planowanie tras i dodawanie kolejnych punktów na mapie. Najlepszą podróżą dla mnie jest ta, którą akurat planuję.

Napisz swój komentarz

Pin It