Sigiriya wyglądała bardzo zachęcająco na zdjęciach – w galerii zdjęć w google co czwarte zdjęcie Sri Lanki pokazuje to miejsce. Samotna i tajemnicza góra pośród puszczy z dawnym pałacem i twierdzą na szczycie. WOW! Planując naszą podróż od razu dodaliśmy do listy. To jeden z siedmiu obiektów na Sri Lance wpisanych na listę UNESCO.

Przyjechaliśmy do hotelu późnym wieczorem z Colombo – niezależnie od pory roku około 18:30 jest już ciemno. Nie zmienia to faktu, że w większości miejsc na Sri Lance i tak jest około 25-30 stopni ciepła. Generalnie była to nasza pierwsza noc na Sri Lance po dość długim locie i ponad czterogodzinnej podróży z Colombo więc zasnęliśmy dość szybko. Hotel wybraliśmy standardowo przez booking.com – i tu pierwsza ciekawostka. Większość hoteli w tej miejscowości, które są niedaleko skały, zadbały o odpowiednią ekspozycję i … wycięły tenże widoczek w koronach drzew. Przeglądając zdjęcia hoteli na bookingu rzuciło nam się to od razu w oczy.

Sigiriya – widok na skałę z dołu

A skąd to tu, jak to?

Warto powiedzieć, że góra to zastygnięta magma i pozostałość po wygasłym wulkanie. Od dawna to miejsce wzbudzało respekt wśród lokalsów. Zastanawialiśmy się co sprawiło, że ktoś wpadł na pomysł aby tam coś zbudować? Odpowiedź jest stara jak świat: chore ambicje. Wieść niesie, że w połowie V wieku naszej ery na wyspie panował król Dhatusena , który miał dwóch synów – starszy nazywał się Moggallana i był prawowitym spadkobiercą. Ambicja młodszego o pięknym imieniu Kashyapa, ponoć nie do końca z prawego łoża, spowodowała niezłe zamieszanie – w tym zakopanie ojczulka żywcem w ziemi i wygnanie starszego brata do Indii. Młodszy brat obawiał się starszego tak bardzo, że postanowił zbudować sobie azyl. Wybrał dość dobre miejsce. Cała historia kończy się tym, że starszy brat wrócił na wyspę z dużą ilością wojska a młodszy brat żeby nie wpaść w jego ręce podciął sobie gardło. No taka piękna rodzinna historia.

Śpiesz się powoli – góra nie ucieknie

Wracając do nas – wstaliśmy wcześnie rano żeby jak najszybciej ruszyć pod górę przed największymi upałami. Nie udało się. Gorąco i duszo było już przed 9, zjedliśmy śniadanko i spotkaliśmy się z naszym kierowcą, który podwiózł nas na miejsce. Góra ma około 200 metrów, więc nie wydaje się duża ale pamiętajcie o  tym jaka jest tam wilgotność i to ona męczy najbardziej. Tak wyglądają pierwsze dni białasa na wakacjach i nie da się tego uniknąć. Zadbajcie więc o wodę i dobry sen.

Wchodząc na teren muzeum – bo w tych kategoriach można traktować to miejsce – mamy do wyboru kilka opcji. Standardem jest, że zawsze pojawi się z krzaków dwóch lub trzech pomocnych przewodników, którzy chętnie opowiedzą historię tego miejsca i pewnie paru innych. My nie korzystaliśmy bo nasz przewodnik też nam poopowiadał dość dużo na ten temat i skierowaliśmy się od razu do kas. Bilet kosztuje około 30 dolarów. Można od razu iść na górę ale my polecamy przejść się przez muzeum oraz pooglądać teren dawnych ogrodów. W muzeum znajdują się dość ciekawe opisy wykopalisk prowadzonych w tym miejscu już od połowy XIX wieku – pamiętajcie, że w środku nie można robić zdjęć.

Sigiriya – jeden z licznych kanałów

Dawne ogrody otaczają górę z każdej strony. Są one przecinane kanałami i sadzawkami. Po trawnikach przechadzają się iguany i wszechobecne pieski rasy kundel srilandzki. Nieco wyżej można natrafić na małpy – endemiczne Makaki. Standardowa uwaga – nie drażnij małpy bo Ci ukradnie co tam masz w plecaku – działa też na Sri Lance.

Wdrapanie się na górę zabierze Wam – w zależności od kondycji – od 30 do 50 minut. Wejście jest dość komfortowe, schody są wykute w skale, miejscami zastąpione są współczesnymi konstrukcjami z metalu, które wyglądają mniej solidnie. W połowie skały znajduje się pomost, który pozwala na obejrzenie z bliska malowideł naściennych przedstawiające panie z oraz bez odzienia.

Sigiriya – naścienne malowidła w połowie góry

Sigiriya – pozycja obowiązkowa na Sri Lance

Wchodząc wyżej docieramy do jednego z widoczków, który sprawia, że zaczyna działać wyobraźnia. Dwie ogromne łapy zakończone pazurami. Między nimi wejście na najwyższy fragment skały. Ta brama musiała być zajebista w czasach świetności. Niestety obecnie pozostały tylko łapy i tłumy turystów. Siedzieliśmy dłuższą chwilę obok wyobrażając sobie jak niesamowite miejsce stworzył człowiek wykorzystując naturalne ukształtowanie terenu. A to dopiero przedsmak tego co zobaczycie na górze.

Sigiriya – lwia brama

No właśnie. Nie ma co zamulać tylko trzeba włazić wyżej. Wchodząc, pamiętajcie, że na Sri Lance jest ruch lewostronny, można się naciąć na niektórych fragmentach schodów, szczególnie jak jest tłoczno. Widok z góry zapiera dech w piersiach. Widoczne są fragmenty fundamentów pałacu oraz pozostałości po basenach na wodę pitną, wszystko na paru poziomach. Pierwsze skojarzenie jakie mieliśmy to Machu Picchu. Co jeszcze możemy Wam powiedzieć? To pozycja obowiązkowa na Sri Lance. Duży szacunek dla miejscowych, że zbudowali coś takiego zanim jeszcze Mieszko poznał Dobrawę.

Sigiriya – widok z góry na okolicę

Standardowe porady praktyczne dla podróżników


Jak dojechać:
Z Colombo najlepiej samochodem. Trzeba liczyć z 4-4,5 h jeśli kierowca jest miejscowy.
Drugą opcją jest autobus. Nie znamy kosztów przejazdu ale zakładamy, że grosze.

Czy da się z walizką:
Nawet z plecakiem może być ciężko. Walizka do zostawienia w hotelu lub samochodzie.

Jaki hotel:
Zatrzymaliśmy się w Sigiriya Village. Ma 4 gwiazdki i w sumie możemy polecić. W okolicy dużo miejsc w dużo mniejszych cenach. Noclegi nie są jakieś bardzo drogie na miejsc.


Booking.com

Co jeszcze w okolicy:
Park Narodowy Minneriya – słonie, słonie i jeszcze raz słonie (gorąco polecamy – zrobimy osobny wpis o tej wyprawie).
Można połączyć to miejsce z Polonnaruwa i Anuradhapura ale na pewno nie w jeden dzień. My z uwagi na czas nie byliśmy w tych miejscach i bardzo żałujemy.

Dlaczego warto:
Widoki świetne. Historyczne i piękne miejsce. Obczajcie zdjęcia i nie zadawać pytań 🙂

Jakie koszty:
Hotel – około 250 zł / 11 400 LKR
Bilet do kompleksu pod górą (muzeum, stanowiska archeologiczne) i na samą górę – 30 $

Porada specjalna:
Weźcie wodę – przyda się na 100%. I zostawcie japonki na dole, chyba, że ktoś chce zgubić zęba po drodze na górę lub w dół.

Autor

"Przygoda" to bardziej ja. To ten brzydszy z pary autorów. Uwielbiam poznawać świat i spotykać go za progiem. Po paru tygodniach po powrocie do domu już mnie nosi i zaczynam planować kolejną podróż. W naszym tandemie odpowiadam za logistykę podróży, planowanie tras i dodawanie kolejnych punktów na mapie. Najlepszą podróżą dla mnie jest ta, którą akurat planuję.

Napisz swój komentarz

Pin It