Kair to największe miasto Afryki, zamieszkuje je około 18 mln ludzi. W maju 2010 roku postanowiliśmy ich wszystkich odwiedzić. Główny cel dwutygodniowego pobytu w Egipcie to oczywiście piramidy. Piramida Cheopsa to jedyny istniejący współcześnie cud świata. Jeden na siedem a my jedziemy go zobaczyć!

Kair – arabskie megamiasto

Do Kairu wybraliśmy się z polskim autokarem wycieczkowym. Staramy się unikać takiego zwiedzania ale dużo mówiono nam wcześniej, że jazda po Egipcie samemu nie do końca jest możliwa i nie jest bezpieczna. Półwysep Synaj jest gęsto obstawiony posterunkami, co chwilę jakieś checkpointy i przymusowe przystanki. Wjechaliśmy do Kairu wcześnie rano, przejazd przedmieściami dał nam przedsmak tego czym jest Kair. To olbrzymie miasto, pełne kontrastów i pełne ludzi. Wszechobecne śmieci, bród, pył i prowizorka krzyżują się z piękną architekturą arabską czy kolonialną. Na przestrzeni mniejszej o 20% od Warszawy żyje około 8 milionów ludzi. Tak zwany Wielki Kair zamieszkuje około 16-17 milionów. Wszystko gęsto zabudowane i przeludnione.

Kair z autokaru

Pierwszym naszym przystankiem był Meczet Alabastrowy. Z zewnątrz robi niesamowite wrażenie ale w środku jest dużo piękniejszy. Pod kopułą mienią się liczne lampiony i kryształy. Nie mamy niestety żadnego własnego dobrego zdjęcia ze środka dlatego w poszukiwaniu wnętrz polecamy wyszukiwarkę google. Naprawdę warto odwiedzić to miejsce.

Meczet alabastrowy w Kairze

Kolejnym przystankiem było Muzeum Egipskie w Kairze. Myślimy, że to pozycja obowiązkowa jeśli macie parę godzin w Kairze. Ogromne zbiory, około 150 tysięcy różnych eksponatów zachęcają do odwiedzić. Znajdziecie tam takie perełki jak wyposażenie grobowca Tutanchamona, między innymi jego złota maska – chyba najbardziej znany i najbardziej magnetyzujący przedmiot starożytnego Egiptu. Ogromne wrażenie robią też posągi bogów egipskich oraz różne przedmioty życia codziennego. Nie ma lepszego miejsca na podziwianie sztuki starożytnego Egiptu niż sam Egipt.

Budynek Egipskiego Muzeum w Kairze

Warto tu wspomnieć, że przemieszczanie się po Kairze samochodem czy autokarem nie należy do najłatwiejszych. Kair w okolicach Muzeum przypominam bardzo europejskie miasta. Duże wielkomiejskie kamienice, wąskie uliczki, witryny sklepowe, korki. Mała ilość mostów i duży ruch powoduje, że Nil stanie Wam na drodze przynajmniej parę razy i znacząco Was spowolni. Rzeka na tym odcinku jest naprawdę bardzo szeroka i przepiękna choć jak wszystko w Egipcie, nieco zaniedbana. Krokodyli nie widzieliśmy.

Nil w Kairze

Poza uporządkowaną po brytyjską zabudową w Kairze panuje prawdziwy architektoniczny chaos by nie powiedzieć burdel. Większość nowych budynków mieszkalnych nie posiada tynków, górnych pięter. Co charakterystyczne dla świata arabskiego wszędzie są za to klimatyzatory i talerze satelitarne. Ogromne bloki poprzeplatane są mniejszymi prowizorkami, balkony udekorowane kolorowymi dywanami i materiałami. Do tego bezdomne psy, martwe konie w kanałach i tony śmieci na które nikt nie zwraca uwagi.

Afrykańskie megapolis

Piramidy, Sfinks – czy naprawdę takie cuda?

Jadąc w stronę Gizy nagle zaczynasz je zauważać i już nic innego nie ma znaczenia. To tak hipnotyzujący widok, tak irracjonalny w tym miejscu, że dopiero po chwili zdajesz sobie sprawę, że to nie miraż tylko najprawdziwsze piramidy z pocztówek i podręczników historii. Tu pierwsze wielkie zaskoczenie, miasto otacza teren piramid z każdej praktycznie strony, podchodzi pod samą pustynię, zabierając im przestrzeń.

Bloki z piramidami w tle

Momentami mamy wrażenie, że piramidy nadal są w budowie a te budyneczki to baraki budowniczych lub tymczasowe konstrukcje mające na celu wytworzenie jakiś ozdób lub wyposażenia grobowców. Piramidy wyglądają monumentalnie ale wymagają jeszcze wykończenia i ostatnich szlifów zanim będą gotowe. To irracjonalne odczucie nie opuszcza nas przez całą wizytę koło nich.

Palma z Chefrenem

Zatrzymaliśmy się na kawę na małej uliczce z widokiem na dwa kolosy. Myślę, że poza nielicznymi knajpkami w Paryżu z widokiem na Wieżę Eiffela właśnie ten rozpadający się kramik ma najlepszy widok z ogródka ulicznego. Nie patrzyliśmy na cenę metra w widocznych na pierwszym planie apartamentach ale zakładamy, że byłoby nas stać na ten bezcenny widok z okna.

Przystanek na kawę z widoczkiem

Nadal cud świata

A same piramidy? Nie da się tego opisać. Nakładając parę zmiennych: ponad 4,5 tysiąca lat temu, ponad 3,5 tysiąca lat rekordu wysokości budowli zrobionych ręką człowieka, tony i setki tysięcy przetransportowanych bloków kamiennych, każdy wyższy od człowieka, łączna wysokość około 150 metrów – można powiedzieć, że mamy do czynienia z wyjątkową budowlą. A obok stoi druga i trzecia mniejsza. I jeszcze tajemniczy Sfinks. Czy to jest wyjątkowe miejsce na ziemi? Tak, zdecydowanie dla takich miejsc i widoków wyruszasz w podróż, wstajesz o północy i jedziesz parę godzin autokarem, pocisz się wychodząc z autobusu bo jest 50 stopni w cieniu.

Sfinks, Chefren i tłumy ludzi

Zaskakują nas osoby, które latają do Egiptu tylko na nurkowanie. Oczywiście, uwielbiamy nurkować, świat podwodny jest przepiękny, ale w takim miejscu jak Giza, można spokojnie pochylić głowę także przed wielkością człowieka i historią. Polecamy dać sobie tam jak najwięcej czasu, nie biec, nie dać się poganiać tylko spokojnie chłonąć to miejsce. Jak już dotrzecie do Sfinksa to przejdźcie się dookoła posągu. Jego wielkość też robi wrażenie, choć przy piramidach wydaje się mały. Popatrzcie sobie na jego profil i spójrzcie mu w oczy. Dla nas to było lekko hipnotyzujące.

Pomimo tych tłumów, pani Grażynki z Januszem w sandałach, gwaru, latającej folii i bałaganu w koło to jest to miejsce mistyczne, jak Koloseum w Rzymie, Stonehenge, posągi na Wyspie Wielkanocnej czy Sigiriya na Sri Lance. To jest coś z innej planety, niewytłumaczalnego, ogromnego i wzbudzającego respekt a jednocześnie wzbogacającego wewnętrznie. Przez chwilę można tam zapomnieć, że jesteś w XXI wieku i otacza Cię współczesne zatłoczone miasto. Gęba nam się uśmiechała przez parę godzin jeszcze po wizycie przy piramidach.

Profil Sfinksa

Życie na ulicach Kairu

Wracając do Kairu wpadliśmy w godziny szczytu. Miasto jest dość mocno zatłoczone, głównie jeżdżą tam stare mercedesy oraz samochody z dawnego bloku wschodniego (widzieliśmy parę dużych fiatów). Spotkaliśmy też parę Tuk-tuków ale w czasie gdy byliśmy w Egipcie nie był to jakiś bardzo popularny środek transportu. Generalnie na ulicach, poza bazarami, nie ma zbyt wielu kobiet, w knajpkach siedzą sobie głównie faceci i popijają kawę.

Kairski Tuk Tuk

Zupełnie inaczej wyglądają miejsca handlowe i turystyczne. Mieliśmy okazję odwiedzić najbardziej znany bazar Kairu – Khan El-Khalili. W sumie to bardziej sieć ulic niż bazar w tradycyjnym rozumieniu straganów. To jeden z najstarszych rynków na świecie i największy bazar na Bliskim wschodzie. Powstał na przełomie XIII i XIV wieku, obecnie można tam dostać wszystko – w zęby pewnie też. Nam się udało spokojnie pokrążyć po uliczkach, obejrzeć różnorodne stoiska z przyprawami, tkaninami i sztuką i szczęśliwie nic nie kupić. Zdecydowanie miejsce do zobaczenia.

Jedna z handlowych uliczek
Bazar Khan El-Khalili
Tłok na bazarze Khan El-Khalili

Obok bazaru znajduje się sporo restauracji, gdzie można usiąść i zjeść coś podziwiając ruch uliczny i ludzi wychodzących z  meczetu Al-Hussein. Sam meczet też zasługuje na uwagę. To jedna z ważniejszych świątyń muzułmanów – powstał w 1154 roku. Do tej pory jest licznie odwiedzany, trafiliśmy akurat na jedną z modlitw w ciągu dnia. Plac przed meczetem tętni życiem niezależnie od pory dnia.

Kolorowy Kair

Mówiłem już o korkach. To prawdziwy problem Kairu. Miasto jest ogromne, ulice dość wąskie, ludzi tłumy i słaba komunikacja publiczna. Ogrom samochodów blokuje miasto, Egipcjanie, jak to wszystkie arabskie nacje mają specyficzne poczucie porządku na drodze i głównie poruszają się za pomocą klaksonu i zajeżdżania drogi innym. Pieszy jest tam sprowadzony do roli intruza i trzeba uważać na siebie poruszając się na nogach.

Kairskie korki

Co jeszcze o Kairze? Warto tam pojechać. Nie będziemy tęsknić za tym chyba najbrzydszym miastem świata ale może kiedyś jeszcze raz odwiedzimy Egipt po to by spojrzeć w oczy Sfinksa i popatrzeć na Piramidy. To na pewno jest warte każdych pieniędzy.


Standardowe porady praktyczne dla podróżników


Jak dojechać:
Mamy słabe wskazówki niestety. My jechaliśmy z Sharm El Sheikh w zorganizowanej grupie.
Nie ma bezpośrednich połączeń lotniczych z polskich miast. Pozostaje nam tłuczenie się autokarem z kurortów wakacyjnych lub loty z jednego z europejskich portów lotniczych.

Czy da się z walizką:
Powaliło Was? Nie ma takiej opcji – krawężniki za wysokie i nie wpuszczą Was pod piramidy czy do muzeum z walizką.

Jaki hotel:
Nie zatrzymywaliśmy się w Kairze więc nie pomożemy z wyborem hotelu. W Sharm el Sheikh zatrzymaliśmy się w hotelu Continental Plaza ِAqua Beach. Nie polecamy. Poza rafą przy hotelu i miłą obsługą, która pomogła załatwić lepszy niż przydziałowy pokój nie ma tu nic do polecenia dla ludzi bez dzieci. Dla dzieciaków jest przynajmniej zjeżdżalnia.

Booking.com


Co jeszcze w okolicy:
Kair pomimo tego, że jest brzydkim i zmęczonym miastem na pewno jest też ciekawym. Do polecenia jest na pewno Muzeum Kairskie (byliśmy) czy Meczet Ahmada Ibn Tuluna – największy meczet Kairu i trzeci co do wielkości na świecie.
Warto poza tym pojechać na południe aby zobaczyć Piramidę Dźesera lub zaplanować wypad do Aleksandrii.

Dlaczego warto:
Widoki świetne. Historyczne i piękne miejsce. Obczajcie zdjęcia i nie zadawać pytań 🙂

Jakie koszty:
Bilet do muzeum to jakieś 15 zł/60 LE.
Bilety do piramid to około 20 zł/80 LE.

Porada specjalna:
Woda, olejek do opalania, uważajcie na portfele i aparaty. Egipt po Arabskiej Wiośnie nie jest już tak bezpieczny jak kiedyś.

UPDATE 2018: Byliśmy w Egipcie w 2010 roku – jeszcze przed Wiosną Arabską i zmianami w regionie, ciężko powiedzieć jak wygląda obecnie bezpieczeństwo i dojazd.

Autor

Jestem Marcin. To ten brzydszy z pary autorów. Uwielbiam poznawać świat i spotykać go za progiem. Po paru tygodniach po powrocie do domu już mnie nosi i zaczynam planować kolejną podróż. W naszym tandemie odpowiadam za logistykę podróży, planowanie tras i dodawanie kolejnych punktów na mapie. Najlepszą podróżą dla mnie jest ta, którą akurat planuję.

Napisz swój komentarz

Pin It