Partner w podróży – z kim jechać na koniec świata

To będzie dość emocjonalny wpis. Nie planowałem go, ale w sumie na bazie paru podróży, które mamy za sobą w tym roku i obserwacji innych napotkanych na naszej drodze ludzi przyszedł mi do głowy pomysł na ten wątek. Jak zacząłem przeglądać nasze podróże z przeszłości to naprawdę nabrało to jeszcze więcej sensu.

W takim razie, z kim podróżować po świecie – jeśli masz żonę lub męża, a może i dzieci to odpowiedź jest oczywista. Jeśli nie masz stałego partnera życiowego to masz trzy opcje: podróżować samemu, kupić wycieczkę z obcymi ludźmi lub jechać ze znajomym lub znajomymi. Jako, że mamy parę doświadczeń podróżniczych w różnych konfiguracjach to postaram się odpowiedzieć na proste pytanie: Z kim podróżować, by nie zwariować?

Zanim wyjedziesz z kimś na koniec świata umów się z nim na weekend

Zdecydowanie testuj na krótkich odcinkach – wypad weekendowy w kraju pozwoli zdiagnozować Ci potencjalne jednostki chorobowe i określić czy różnice, które zobaczysz są akceptowalne czy nie.

Ustal zasady

Niezależnie od cech partnera lub partnerów zawsze warto wykonać parę kroków na etapie planowania i samej podróży, które pozwolą wszystkim zachować zdrowie psychiczne i zminimalizują ryzyko konfliktów.

  1. Ustalcie co jest minimum do zobaczenia, zrobienia
  2. Ustalcie co jest opcją w waszej podróży
  3. Ustalcie budżety na dany dzień, jakich miejsc szukacie
  4. Podzielcie się zadaniami. Jasno określona odpowiedzialność powoduje, że ludzie się spinają i nie chcą zawieść grupy.
  5. Rozmawiajcie podczas podróży – co chcecie dziś zjeść, jaki macie nastrój
  6. Jeśli potrzebujecie odpoczynku od siebie – warto to powiedzieć i nie obrażać się za to.

Idealny partner w podróży

Najpierw ideał, który nie występuje w przyrodzie. Ktoś, kto dokładnie jest taki jak Ty: planuje, pilnuje trasy, czyta układ gwiazd i wie, że za 5 minut będzie padać, a za 7 minut zgłodniejesz i trzeba znaleźć jakiś lokal klasy A w cenie baru mlecznego. I robi to wszystko każdego dnia podróży. I jeszcze jest gotowy do wyjścia 30 sekund przed Tobą.

To oczywiście utopia – mało kto z nas posiada te wszystkie cechy. My z Magdą przez to, że się różnimy w sumie w takim zespole idealnie się uzupełniamy. Ja wchodzę w rolę organizatora trasy i logistyki, Magda dba o ekwipunek czy dokumentowanie tego co i gdzie robimy. Ja pędzę, Magda hamuje, ja fantazjuję, Magda racjonalizuje cele. Na bazie tych doświadczeń i kilkunastu podróży razem przedstawiam Wam listę tego co moim zdaniem musi posiadać na pewno dobry kompan w podróży. Kolejność nieprzypadkowa.

Poczucie humoru

Definiuję to jako najważniejszą cechę. Uważam, że śmiech na lekarstwo na wszystko co złe na świecie. Także na to by rozładować żartem nabrzmiałą atmosferę w trudnych sytuacjach. Uważam, że można i trzeba żartować ze wszystkiego – oczywiście ze świadomością różnic kulturowych lub tematów tabu w danym miejscu na świecie. Idealny partner w podróży powinien mieć umiejętność rozbawienia Cię w sytuacji gdy jedynym lekarstwem będzie śmiech.

Pamiętaj bądź pozytywny w drodze – uśmiechem udało nam się wielokrotnie rozwiązać trudne sytuacje na trasie. Ludzie chętniej pomagają tym uśmiechniętym a nie tym nabzdyczonym.

Zdolność do kompromisu

Z Magdą mamy różne style podróżowania i w sumie to co powinno nas dzielić tak naprawdę po tych latach razem raczej nas spaja. To znaczy wiemy gdzie druga strona nie ustąpi i gdzie trzeba samemu umieć zejść z linii strzału. Hasło: Przygoda – Wygoda jest nieprzypadkowe. To bardzo ważne aby szukać wspólnych kierunków a nie na siłę forsować swoją wizję wyprawy. Choć czasem warto próbować nagiąć czyjeś ograniczenia bo może mu to sprawić taką frajdę, że potem sam będzie chciał to powtarzać i powtarzać. Tak niestety nie jest póki co z nocowaniem pod namiotem w przypadku Magdy, ale cóż ja też dobrym hotelem nie pogardzę.

Elastyczność

W niezorganizowanej podróży, gdzie razem z Partnerem określasz dokąd dalej jedziecie elastyczność i dopasowanie to bardzo ważne cechy. Życie zaskakuje, zmieniają się okoliczności, pojawiają się nowe możliwości, kolejna ciekawa górka lub dolina do odkrycia lub kolejny zaułek w który trzeba koniecznie wejść na jedno zdjęcie. Brak elastyczności powoduje konflikty a elastyczność w połączeniu z umiejętnością kompromisu czyni cuda.

Determinacja

Rozumiem tą cechę dość szeroko – determinacja w dążeniu do celu, w działaniu. Podczas podróży – szczególnie tych dalekich zdajesz sobie sprawę, że jesteś tu pierwszy a może i niestety ostatni raz. I chcesz wszystko sprawdzić, dotknąć, zjeść, odwiedzić. I wyobraź sobie, że masz kompana podróży który pomimo ustaleń, że ruszacie rano śpi do 13, spóźnia się na każde śniadanie/obiad rozwalając Twój plan dnia i wyobrażenie o tym co dziś zobaczysz. Znamy się z Magdą bardzo długo i wiem, że jak jej nie obudzę to może spać do późna. Jednak podczas naszej podróży do Japonii – sam fakt bycia w takim miejscu powodował u Magdy zero problemów ze wstawaniem. No może małe, czasem. Albo to przez Jetlag.

Zaradność

Sam jestem dość ogarnięty w życiu. To znaczy będąc precyzyjnym – to co musi być ogarnięte jest. Reszta to improwizacja. Czasami jednak podczas podróży to nie wystarcza i wtedy przydaje się ktoś, kto potrafi załatwić coś niezałatwialnego. Ktoś kto użyje swojego wdzięku, uśmiechu lub wkurzonej miny do tego aby osiągnąć efekt. Kogoś kto przewidzi, że możesz obetrzeć sobie nogi w butach i ma plastry, wilgotne chusteczki i inne z pozoru zbędne rzeczy. 

5 w 1? To możliwe

Mówiłem, że wpis będzie emocjonalny – no to teraz dodam, że jest osobisty. Magda ma nie tylko te 5 cech ale jeszcze parę innych, które powodują, że dzielę z nią nie tylko podróże. Przy różnicach między nami nadal cieszymy się ze wspólnych podróży – jak to mówią – jest z kim konie kraść i owce paść.  

Z kim nie jechać?

Myślę, że też warto podzielić się z Wami z kim na pewno nie chciałbym pojechać w żadną podróż. Wybierając źle stracisz, czas, nerwy i czasem pieniądze a na pewno stracisz przyjemność ze znajomości. Czasem nieudana podróż była naszym ostatnim kontaktem z toksycznymi osobami –  życie jest za krótkie aby tracić czas na złe emocje.

Para nie do pary

Najgorszy możliwy przypadek kliniczny. Para, która na wspólnych wakacjach orientuje się, że nie pasuje do siebie. Kłócą się przy Tobie, jedna i druga strona zaczyna włączać Ciebie w konflikt, pyta się co myślisz i jakie jest Twoje zdanie. A moje zdanie jest niecenzuralne i ma na celu nakłonienie ich do szybkiej zmiany lokalizacji.

Wyobraź sobie pokój w hotelu, siedzicie, pijecie drinki, zaraz macie iść na kolację ze znajomymi. Wpadają na chwilę, ale już widzisz, że jest coś nie tak. Nie pytasz oczywiście bo jesteś z nimi już tydzień i wiesz, że zaraz się zacznie. Unikasz kontaktu wzrokowego i gadasz jakieś pierdoły. No ale oni nie potrzebują zapalnika. Nagle jedno z nich rzuca jakiś tekst typu: “A wiesz, że on nie pozwala mi na …” i się zaczyna. Nakręca się już i nagrzewa do czerwoności. Istne perpetum mobile. Lecą przekleństwa, pytania w Twoją stronę, a Ty siedzisz na łóżku z drinkiem i masz otwartą gębę ze zdziwienia bo nie wierzysz w to co widzisz. 3 minuty temu było miło i sympatycznie. I tu porada jak się zachować: wstajesz i mówisz: “Magda, wychodzimy z lokalu” – pomimo, że to Twój pokój. I więcej z nimi nie gadasz, wracacie do Polski jednym samolotem i wpisujesz ich na listę byłych znajomych.

Smerf Maruda

A że za ciepło, a że za zimno,a że teraz trzeba pod górę a po co tam iść? A to bez sensu. A to niedobre, a pizze bym zjadł, a że kożuch na mleku…

Jeśli usłyszysz coś takiego to wiedz, że to dopiero początek. I nie próbuj nawet pocieszać bo to tylko otworzy nowe pokłady tematów na które można ponarzekać. A, że drink nie dobry, a że chciał mieć pokój z widokiem a, że basen za krótki, a że palmy za małe.

Jak sobie poradzić? Zastrzelić i zakopać gdzieś na pustyni. Każdy sąd Cię uniewinni.  

Gadający, wszystkowiedzący

Długotrwałe przebywanie ze sobą wymaga czasem milczenia. Są ludzie, którzy jednak nie potrafią cieszyć się ciszą i muszą zaznaczyć swoją obecność na planecie ględzeniem, opowiadaniem swoich teorii i często wyrażaniem zdania bez bycia zapytanym. Mam świadomość, że sam czasem gadam za dużo i staram się to kontrolować dlatego też zwracam na to dodatkową uwagę. Oczywiście osoba, która dużo wie o danym miejscu jest bardzo przydatna i dobrze jest jej posłuchać – ja mówię raczej o typie, który ma zdanie w każdym temacie i wydaje mu się, że zna się na każdym temacie. To dyskutant, który nie lubi słuchać.

Jak sobie poradzić: zawsze są dwie opcje – olać lub usadzić. W końcu gaduła trafi na temat w którym jesteś ekspertem – no i wtedy wchodzisz cały na biało. Jest szansa, że po czymś takim “ekspert” multidziedzinowy nie będzie się dzielił przez jakiś czas z Tobą swoim “doświadczeniem” i “wiedzą”.

Zamknięty “niebywalec”

No i na koniec mój “ulubiony typ” – taki co najdalej pojechał do tej pory na Hel a mówi o tym, że w Afryce dzikusy, na Sri Lance jest na pewno niebezpiecznie a Włochy to niezorganizowane miejsce. O tym ktoś, kto pojechał do Egiptu i nie nurkował ani nie był zobaczyć piramid. To ktoś, kto kłóci się z rezydentem, że to obraza, że w telewizji jest tylko Ezo Tv z polskich kanałów. Taki ktoś, używa słów: czarnuch, kitajec, ciapaty itp określeń, które nie wpisują się w moje postrzeganie drugiego człowieka. Unikaj go koniecznie bo całą refleksję na temat danego miejsca jaką jest w stanie osiągnąć określi słowami: “Nad polskim morzem to bym odpoczął, nie to co tutaj”. My szczęśliwie nie mamy takich ludzi wokół siebie. Choć raczej to nie szczęście a wybór.

A co mówią inni?

Poprosiłem też paru znajomych, którzy dużo jeżdżą po świecie i mają różne doświadczenia o komentarz do tematu Partnera w Podróży. Zapytałem ich jak oni definiują dobrego kompana do podróży a jakich ludzi starają się unikać. Zależało mi na tym aby pokazać także inne punkty widzenia od osób które podróżują inaczej niż my.

 

Łukasz “Tooley” Tulej, Podróżnik, instruktor sztuki przetrwania i przyrodnik. Założyciel szkoły przetrwania w Peru. Organizuje wyprawy m.in do Jordanii i Mongolii. Prowadzi serię programów „Naturalnie Polska” na Planete +

Łukasz Tulej: W zasadzie zawsze podróżuję w konkretnym celu, bo podróż dla samej podróży to nie moja filozofia. Mam żonę i dwójkę dzieci, więc jeśli opuszczam dom, to musi nieść to treść. Czyli jeśli jadę, to po to żeby określić trasę turystyczną do nowej oferty, albo założyć z indianami szkołę przetrwania, a jeśli jadę prywatnie, to coś odkryć lub zrobić w specyficzny dla siebie sposób, najczęściej nadstawiając karku. Takie podróże wspominam najlepiej i sprawdzam się wtedy w sztuce przetrwania na żywo.

Odpowiedni dla mnie kompan podróży, musi spełniać wyśrubowane standardy, ale i od siebie wymagam tego samego lub nawet więcej. Dobry kompan podróży rozumie cel wyprawy i chce go zrealizować w sposób podobny jak Ty. To pierwsze sito – jeśli chcesz jechać motorem, a ja chcę iść, to prawdopodobnie do celu trafimy innymi drogami, a to oznacza, że nie po drodze nam po prostu.

Dobry partner w podróży to człowiek, który mimo zmęczenia i stresu potrafi się opanować i wciąż pamięta o szacunku międzyludzkim. To pozwala prowadzić dialog i znajdować rozwiązania w nawet gardłowych sytuacjach. Jednak, żeby to odkryć, trzeba zjeść beczkę soli. Ludzi najlepiej poznać we wspólnym działaniu w warunkach zbliżonych do wyprawowych i żadna rozmowa tego nie zastąpi. Potrzebny jest człowiek z poczuciem humoru, dystansem do siebie i  otwartym umysłem.

Powiedziałbym, że te cechy są wyznacznikiem pewnego rodzaju mądrości życiowej i doświadczenia, które tak niezbędne jest w dobrej ocenie sytuacji i znajdowaniu solucji.  Jest do tego autonomiczny w bytowaniu – to nie dziecko na które trzeba zwracać co chwila uwagę. Co nie oznacza, że mamy nie dbać o partnerów wyprawowych jak o bliźnich. Wykazuje się umiejętnościami przydatnymi w zrealizowaniu celu wyprawy np. zna język, jest negocjatorem, albo potrafi naprawiać itd. Na każdej wyprawie inne umiejętności mogą być przydatne. Rozumie zasady działania w zespole. Jako lider muszę wiedzieć kiedy jest czas na demokrację, a kiedy muszę podjąć decyzję która nie przysporzy mi popularności, ze tak to ujmę. Wtedy takie zrozumienie jest bardzo potrzebne.

 

Bartosz “Dobry Bart” Dobrowolski, doświadczony konsultant UX, przedsiębiorca, amator triathlonu, zakochany w podróży

Bartosz Dobrowolski: Ja na przykład zazwyczaj podróżuję w stylu freestyle – plan tworzy się w trakcie podróży. Wybieram kraj, kierunek, kupuje bilet, trochę czytam o kulturze i historii kraju, czytam książki ale unikam przewodników. Wysiadam z samolotu i zaczynam poznawać ludzi a Ci mnie gdzieś kierują, czymś intrygują, inspirują.

Dlatego jako partnera podróży nie wybrałbym kogoś kto “musi”. Koniecznie musi gdzieć być, coś zobaczyć, coś sfotografować. To ciśnienie bywa potem destrukcyjne. Jeśli komuś zależy na tym, żeby spędzić trochę czasu z lokalesami, poczuć klimat, kulturę to nie powinien jechać z kimś kto ma plan i listę punktów. Doskonale rozumiem jednak ludzi, którzy podróżują inaczej, mają plan, listę wymarzonych zabytków do zaliczenia, gotowe kadry zdjęć, które chcą zrobić. Dlatego pierwszym kryterium wyboru partnera podróży powinien być podobny styl podróżowania.

Podróż, szczególnie dłuższa, to ciągłe mierzenie się z czasem, walka z materią, stawianie czoła różnym mniejszym i większym wyzwaniom. Na drodze spotktasz masę przypadkowych ludzi, którzy będą mieć na Ciebie wpływ. Dlatego warto zabrać ze sobą kogoś kto ma do siebie dystans i umie czasem poczuciem humoru rozładować atmosferę. Byłem świadkiem kilku sytuacji, które rozwinęły się bardzo przykro tylko dlatego, że komuś zabrakło uśmiechu.

Ponieważ moja podróż to przede wszystkim ludzie to nie wyobrażam sobie podróży z kimś kto nie szanuje innych. Może brzmi to jak truizm ale spotykam w podróży masę osób, które nie potrafią uszanować lokalnej kultury, śmieją się z obserwowanych zwyczajów, potraw, relacji i to jest po prostu słabe. Nie ma znaczenia czy chodzi o relację małżeńską naszych gospodarzy w Iranie czy o to, że gospodyni w domu w wiosce w Indiach gdzie się zatrzymaliśmy codziennie rano zakasa rękawy i krowim łajnem smaruje wejście do domu, żeby zatrzymać insekty na zewnątrz.

Myślę jednak, że dwa najważniejsze czynniki, który należy wziąć pod uwagę kiedy wybieramy partnera podróży to ciekawość świata i to czy tą osobę zwyczajnie lubimy. Jeśli jest w człowieku coś co nas drażni to w podróży będzie drażnić bardziej. Szczególnie kiedy będziemy zmęczeni, brudni, głodni, niewyspani, w pośpiechu. Dobrze mieć blisko kogoś kto w chwili kiedy Ty będziesz mieć słabszy dzień, przejmie ster, podbije trochę energię, podniesie na duchu.

Wybierając towarzysza podróży dobrze jest wziąć pod uwagę charakter wyprawy. Czasami warto mieć w pobliżu kogoś kto ma jakieś wyjątkowe umiejętności, ma wyjątkową wiedzę albo umie operować na konkretnym terenie. Kiedyś wyjechałem ze znajomymi starymi gruchotami w podróż z Polski do Gambii – 17000 km w trudnym terenie i warunkach pogodowych. Moim partnerem za kierownicą był Marcin, który o samochodach (i nie tylko) wiedział absolutnie wszystko i myślę, że chyba tylko dzięki Niemu nasz stary mercedes dojechał do celu w jednym kawałku.

Ja przez wiele lat podróżowałem sam a partnerów podróży znajdowałem spontanicznie, w drodze. Lubiłem te samotne wyprawy bo dawały mi wolność i radość z poznawania ludzi. Od kilku lat podróżuję głównie z moją partnerką Justyną i nie wyobrażam sobie teraz, że miałbym jechać z kimś innym. Justyna jest wymarzonym partnerem podróży. Jest otwarta na doświadczenia, pełna ciekawości i szacunku dla obcych, uśmiechnięta, pomocna, wrażliwa na piękno i odporna na trudy podróży.

A no tak, warto też pamiętać, że my też jesteśmy dla kogoś partnerem w podróży i te wszystkie uwagi dotyczą także nas. Dajmy się lubić, szanujmy spotkanych ludzi, dbajmy o partnera, bądźmy ciekawi świata i wszystko będzie ok.



Magdalena Stefaniak, podróżniczka amatorka, w równym stopniu zachwycająca się przyrodą, jak i wielkimi miastami, ekspert w dziedzinie social mediów i marketingu internetowego

Magdalena Stefaniak: Najczęściej podróżuję w parze – można wtedy dzielić doświadczenia, wspólnie zachwycać się otoczeniem. Razem jest też łatwiej, taniej, czasem bezpieczniej. Lubię podróżować z kimś podobnym do siebie, podobnie aktywnym, szukającym podobnych wrażeń, kimś kto ma podobne cele na daną podróż, a także jest samodzielny i w razie potrzeby można rozdzielić się na chwilę, by robić to, na co ma się ochotę bez dostosowywania się do drugiej osoby.

Wspaniale podróżuje mi się też samodzielnie. Jadąc samemu, czy spędzając czas samemu ze sobą, jest się totalnie skupionym na otoczeniu – na ludziach, widokach, zapachach. Permanentny tryb obserwacji, ciszy i spokoju. Wyjazd samemu nie oznacza samotności – jadąc solo jest się nastawionym na siebie i na innych ludzi. Więcej myśli o swoich własnych potrzebach – nie ma się towarzysza, który jest właśnie głodny, woli hotel w innym miejscu, obtarł sobie stopę lub chce pospać do 10:00. Częściej też zawiera się nowe znajomości.

Mój samodzielny wyjazd do Hong Kongu był naprawdę dużym przeżyciem i to były tylko moje chwile. Gdy w jednej ze świątyń wśród bijących dzwonów na zewnątrz, muzyki medytacyjnej wewnątrz i zapachu kadzideł stanęłam samotnie oko w oko z 3 metrowym Buddą – nikt nie zagadał mi tej chwili i spędziłam tam tyle czasu ile miałam ochotę. Z kolei gdy chciałam mieć towarzystwo – np. jeżdżąc na gigantycznych rollercoasterach w Ocean Park dzieliłam się radością, strachem i ekscytacją z azjatyckimi turystami. Z prośby o zrobienie mi zdjęcia często wywiązywała się ciekawa rozmowa, dostawałam odkrywcze wskazówki dotyczące zwiedzania itp, dzień podsumowałam z ludźmi, z którymi spałam w hostelu itp.

Moja przyjaciółka mówi, że każdy raz z roku powinien pojechać na samotne wakacje. I zgadzam się z tym. Podróżowanie w zgranej parze jest super, ale samodzielny wyjazd z nastawieniem na samego siebie pomaga bardziej naładować akumulatory i przyjrzeć się sobie i otaczającemu światu.

 

Iwona Skrzęta, ekspert z branży IT, zapalona podróżniczka górska i rowerowa

Iwona Skrzęta: Preferuję zespoły więcej niż 2 osobowe. Jeżeli nie masz stałego partnera, to zespół więcej niż dwuosobowy zmniejsza ryzyko konfliktu. Każdy może mieć taki czas, że chce pobyć sam i co wtedy z tą drugą osobą? Wystarczy, że masz chwilowego doła, po co jeszcze martwić się, że porzuciłeś towarzysza podróży.

Co do wyboru współ podróżujących hołduję zasadzie: Poziom wymagań co do towarzyszy podróży powinien być odwrotnie proporcjonalny do Twoich doświadczeń podróżniczych.

Przyjmij zasadę, że im więcej możesz zyskać jadąc z daną osobą tym bardziej bądź tolerancyjny. Ważne, żeby bilans był dodatni.
Od wielu lat jeżdżę i sama organizuję wycieczki po Polsce. Na takie wyjazdy dobieram sobie znajomych z którymi wiem, że będę się dobrze bawić ale również takie, które funkcjonują dokładnie tak jak ja i wiem, że będą zwiedzać tak jak ja chcę i to co ja chcę. Tu mogę być wybredna.

Z drugiej strony dopiero od roku podróżuję daleko, na inne kontynenty, na tak zwane egzotyczne wyprawy. Jestem zielona w tych kwestiach, uczę się dopiero. Czy byłabym tam gdzie byłam, czy zobaczyłabym to co zobaczyłam, czy przeżyłabym to co przeżyłam, gdybym była wybredna? W takich przypadkach to ja jestem wybierana jako towarzysz podróży i cieszę się, że w ogóle mnie chcą.

Kolejna zasad, która sprawdza się w podróży to:  Chcesz liczyć na kogoś? To licz na siebie.

Lubisz zwiedzać z przewodnikiem? Nie wystarczy powiedzieć innym, że lubisz. Ty zorganizuj przewodnika. Nie trzeba wszędzie iść razem. Przygotuj się na to, że niektóre miejsca zwiedzisz sam. Nie obrażaj się, po prostu powiadom o tym innych, umów się gdzie i o której się spotkacie i ruszaj. A potem im opowiedz jak było. Za którymś razem pójdą z Tobą.

Wracając do towarzyszy podróży, powinni oni mieć dystans do siebie, być tolerancyjni i wyrozumiali. Preferuję osoby nie kłótliwe, które nie fochują i jak trzeba potrafią milczeć. Jest tylko jedno ale – sam musisz taki być, a z czasem zobaczysz, że inny przejmą Twoje zachowania i nastawienie.

Na koniec to, o czym się nie mówi – pieniądze.  Kwestia finansów potrafi zepsuć wyjazd także osobom, które teoretycznie, pod względem sposobu zwiedzania są świetnie dobrani. Polecam uzgodnienie sposobu rozliczania się przed podróżą. Mój sprawdzony sposób? Ustalam kto jest skarbnikiem i ta osoba rozlicza i decyduje – tu nie ma żadnej demokracji. Jeżeli ktoś chce się wtrącać w rozliczenia niech rozlicza sam. Przy tak postawionej sprawie, jeszcze mi się nie zdarzyło, że ktoś się buntował i dyskutował kto komu ile. Nie bierzcie ze sobą dusigroszy i osoby, które wykłócają się o każdego centa.
Druga kwestia to ustalenie jaki kto przeznacza budżet na wyjazd. Polecam dobierać kompanów podróży, którzy przeznaczają na wyjazd taki sam budżet. Zdarzały mi się sytuacje, że czegoś nie zobaczyłam bo współtowarzyszom skończyła się kasa.

Rady radami, ale z mojego doświadczenia wynika, że jak ktoś lubi przygodę i jest spontaniczny to zawsze można się dogadać. Tak więc pakuj plecak i zaryzykuj :).


Jak widać, opinia innych osób nieco różni się od mojej, co mam nadzieję będzie cenne dla Was przy dobieraniu partnera do podróżowania. A może i na całe życie? A Wasz wymarzony kompan w podróży kim jest, jak się zachowuje, co dostarcza do zespołu? Dajcie znać w komentarzach jakie są Wasze typy. 

 

Autor

"Przygoda" to bardziej ja. To ten brzydszy z pary autorów. Uwielbiam poznawać świat i spotykać go za progiem. Po paru tygodniach po powrocie do domu już mnie nosi i zaczynam planować kolejną podróż. W naszym tandemie odpowiadam za logistykę podróży, planowanie tras i dodawanie kolejnych punktów na mapie. Najlepszą podróżą dla mnie jest ta, którą akurat planuję.

Komentarze

  1. Naprawdę genialny tekst !!! Ja też mam wątpliwości do osób , które zaczynają marudzić nad kożuchem – a co jak jest zimno ? I zapomniało się go zabrać na wycieczkę koleją transsyberyjską 😛

  2. Ja osobiście nie wyobrażam sobie długich podróży z parami z dziećmi, a niestety z moich obserwacji wynika, że są i tacy, którzy za wszelką cenę próbują przekonać jednorocznego dzieciaka, że 10 godzinna podróż do Tajlandii, czy Japonii jest super….Generalnie kocham podróżować z partnerem lub bliską mi parą przyjaciół;-)

Napisz swój komentarz

Pin It