Włochy to oczywiście przepyszne wina i wyśmienite jedzenie, ale również cudowne zakątki, atmosfera i czas który biegnie zupełnie inaczej niż gdzieś indziej na świecie. My kochamy Włochy miłością bezwarunkową. Tym razem wybraliśmy się do Cinque Terre i okolic. Cóż, nie spodziewaliśmy się niczego innego jak, miłości od pierwszego wejrzenia.

La Spezia – brama do Cinque Terre

Od wtorkowego popołudnia do wieczornego wylotu w sobotę mieliśmy zaplanowaną każdą godzinę.  Po 12 przylecieliśmy do Pizy, zostawiając ją sobie na dokładkę na koniec pobytu. Stamtąd, po krótkiej przejażdżce autobusem na dworzec kolejowy (bilety kupiliśmy u pana kierowcy),  przesiedliśmy się do pociągu do La Spezii.

La Spezia to portowe miasto,  doskonałe miejsce jako baza wypadowa. Można tam znaleźć dużo tańsze noclegi niż w samym Cinque Terre. Wynajęliśmy mieszkanie 7 minut drogi od dworca kolejowego i 12 minut od portu. Zostawiliśmy walizki i ruszyliśmy prosto coś zjeść. Bez zastanowienia zamówiliśmy pastę i kieliszek prosecco.

Co to jest to słynne Cinque Terre?

Cinque Terre mieści się na terenie Parku Narodowego, jest częścią riwiery liguryjskiej. Jest to pięć kolorowych miasteczek wtopionych w skały – Riomaggiore, Manarola, Corniglia, Vernazza, Monterosso.  Między miejscowościami można się poruszać koleją. Połączenia są świetne, pociągi jeżdżą co kilka minut. Jednak jeśli chcemy podziwiać przepiękny krajobraz, to szlaki górskie, prowadzone wzdłuż wybrzeża, czekają i zachęcają do długiego spaceru.

Riomaggiore – najbardziej fotogeniczne kamienice

My po szybkim jedzeniu w La Spezii już przebieraliśmy nogami. Plan na wieczór był prosty prosecco w Riomagiorre. Pobiegliśmy szybko na pociąg i już za 6 minut byliśmy w Riomaggiore. A tam – hmmmmm, zachód słońca. Kolory kamienic przepięknie zmieniały się w świetle chowającej się gwiazdy. Szum morza, łagodny ciepły wiatr i my na ciepłych skałach oglądający ten przepiękny spektakl. Riomagiorre zdecydowanie wygląda najlepiej na zdjęciach. Układ tej miejscowości powoduje, że widziana od strony morza zdaje się wylewać wąwozem do wody. 

Corngilia – najbardziej przytulna

Corngilia ma do zaoferowania wiele małych knajpek wciśniętych w wąskie placyki i uliczki. My biesiadowaliśmy tam dość długo i po najlepszej pizzy jaką jedliśmy z pesto i mozarellą oraz małych spożywczych zakupach, postanowiliśmy nacieszyć oczy tym co oferuje krajobraz i z Corniglii ruszyliśmy pieszo do Vernazzy. Byliśmy uzbrojeni w sportowe buty i kilka litrów wody. Słońce nie odpuszczało. Po drodze mijaliśmy uśmiechniętych turystów, bardziej lub mniej zmęczonych. Bajkowa panorama, kolor wody, lekko unoszące się łodzie a na górze maleńkie kolorowe wioski. W cieniu robiliśmy sobie krótkie przerwy, łyk wody, kilka zdjęć, mnóstwo słów podziwiających widoki i dalej w drogę. Cztero-kilometrową drogę, spacerkiem przeszliśmy w niecałe dwie godziny. 

Vernazza – najbardziej spektakularna panorama

Kiedy naszym oczom ukazała się panorama Vernazzy zmęczenie odpuściło i czym prędzej zeszliśmy do tej klimatycznej miejscowości. A tam, mnóstwo ludzi, głośne rozmowy, zapach pieczonej pizzy i piaszczyste zejście do morza. Odwiedziliśmy kościół  św. Małgorzaty Antiocheńskiej, który zbudowany został w 1318 roku, a następnie ruszyliśmy w stronę skalnego mola z którego rozpościera się piękny widok na Morze Liguryjskie.

Z Vernazzy, już pociągiem, ruszyliśmy w stronę Manaroli żeby zdążyć na wspaniałe widowisko gry świateł od zanurzającej się w morzu ognistej kuli. Przegryzając świeży ser, zielone oliwki i pieczywo, które nabyliśmy w Corniglii, straciliśmy poczucie czasu i zapomnieliśmy o tym, że pociągi wieczorami jeżdżą co godzinę.

Najbardziej popularnym odcinkiem Lazurowej Ścieżki jest Ścieżka Miłości łącząca Riomaggiore i Manarolę. Kilometrowy szlak został wykuty w skałach przy budowie linii kolejowej. Niestety zamknięta jest z powodu obsunięcia skał. Planowane otwarcie w 2020 r. Wielka szkoda, bo ponoć widoki przy zachodzie słońca z tego miejsca – niezapomniane!

Monterosso – najlepsze do plażowania

Monterosso z długą plażą, kolorowymi parasolami prezentuje się bajkowo zaraz po świcie. Małe kamyczki, ciepła, krystaliczna woda łaskocząca stopy to coś co było nam potrzebne. Relaks, chwila oddechu przed kolejnym długim i intensywnym dniem. Chciałabym tam zostać na dłużej. Poleżeć na leżaku przy szumie morza i wtopić się w książkę. Takie było moje marzenie. Nie chciałam stamtąd jechać. Byłam oczarowana tym miejscem. Włosi to szczęściarze! Wypiliśmy kawkę i zmierzaliśmy w kierunku dworca na pociąg do Manaroli.

Manarola – najlepszy widok z restauracji

Manarola nie ma swobodnego zejścia do morza. Woda z impetem wdziera się między skały zachęcając do skoczenia z wysokości w jej głębiny. Przyjemnie obserwuje się ludzi, którzy z wielką odwagą oddają się tej przyjemności. Doskonałym do tego miejscem jest restauracja Nessum Dorma, która serwuje wszystko co dobre 🙂 Spędziliśmy tam dobre trzy godziny ciesząc kubki smakowe i żałując, że nie dysponują w takim miejscu leżakami. Widok znakomity, a prosecco w południe smakuje wyśmienicie.

Cinque Terre skradło nasze serce, ale chcieliśmy jeszcze i jeszcze. Postanowiliśmy zwiedzić okolicę. Wsiedliśmy na prom i ruszyliśmy w stronę Portovenere. Riomaggiore jeszcze piękniej prezentowało się z morskiej perspektywy. Płynęliśmy niecałe 20 minut wzdłuż wybrzeża, żeby niecałe dwie godziny spędzić w tym portowym miasteczku. Wypiliśmy kawę, zjedliśmy przepyszne lody, krótki spacer po wąskich uliczkach i już wieczorem byliśmy w La Spezii. Zjedliśmy kolację w portowej restauracji, która serwowała przekąski morskie i z planem na następny dzień zasnęliśmy z uśmiecham na twarzy.

Portofino – piękny dodatek

Plan na kolejny dzień był taki: wstajemy wcześnie rano, szybka kąpiel, szybkie śniadanie i szybka podróż do… Portofino!

A tam, same cuda. Przepiękne, maleńkie, chodź kamieniste plaże, wysokie klify,  cudowna charakterystyczna dla całej Ligurii architektura, głęboka zieleń i kolor nieba. Ekskluzywne restauracje, zacumowane w porcie równie ekskluzywne jachty. Luksus i przepych.

Warto spędzić tutaj chociaż kilka godzin. Pospacerować i zjeść obiad w restauracji z widokiem na port. My odwiedziliśmy kościół San Giorgio, gdzie ponoć znajdują się szczątki św. Jerzego. Przespacerowaliśmy się na pobliski cmentarz, z którego rozciąga się niebywały widok na całą okolicę. Idąc dalej pod górę dochodzi się do XVI wiecznej twierdzy Castello Brown. Można w niej odpocząć, schodzić się w jej murach zwiedzając i obejrzeć krótki film o Portofino. Schodząc po krętej ścieżce można oczy cieszyć do woli scenerią na całą zatokę.

Po uczcie dla serca, oczu i duszy, ruszyliśmy w długi spacer w drogę powrotną aby kolejny zachód słońca ze smakiem prosecco, przeżyć w Riomaggiore.

Krzywa wieża w Pizie na deser

Został nam jeszcze jeden punkt w naszej podróży do zobaczenia. Niechętnie jednak pakowaliśmy walizki bo oczarowani miejscem nie chcieliśmy jeszcze wyjeżdżać. Kupiliśmy kilka rogali z czekoladą i przepysznych rurek z budyniem i wsiedliśmy do pociągi w kierunku Pizy. Samolot mieliśmy dopiero o 19 godzinie, więc mieliśmy jeszcze kilka godzin na oddychanie włoskim powietrzem. Od dworca kolejowego do Krzywej Wieży dzieli kilkanaście krętych, wąskich uliczek. My, ze stukotem walizek obijających się bruk biegliśmy czym prędzej do jednej z najbardziej znanych budowli świata. Logo Pizy otoczone przez niewiarygodny tłum ludzi prezentowało się bardzo dobrze. Można zaobserwować tam dziwne zjawisko społeczne, któremu sami się poddaliśmy. Ludzie robią przeciwne pozy aby sfotografować się z tą marmurową dzwonnicą. Głośne śmiechy i  pomysły nie mają tam końca. A oto nasze dzieło:

Po pysznej kawie i lunchu w LA BORSA autobusem ruszyliśmy leniwie w stronę lotniska. Czas wracać do domu.

Człowiek nigdzie naprawdę nie był, póki nie wróci do domu – Mały Książe.

To było wspaniałych kilka dni we wspaniałym miejscu w dobrym towarzystwie Moniki i Dawida. Dzięki nim mamy kilka przepięknych fotografii i kilka momentów do wspominania. Choć Cinque Terre zrobiło się w ostatnim czasie miejscem bardzo popularnym i modnym, warto spędzić tam kilka dni. Każdy znajdzie tam ustronne miejsce dla siebie żeby podziwiać widoki i zjeść pyszne włoskie jedzenie. My na pewno tam wrócimy. A tymczasem w planach następna podróż.  

Autor

"Wygoda" to bardziej ja. Kocham podróże, głównie z uwagi na możliwość doświadczania nowych miejsc, ludzi i smaków. W naszym tandemie jestem odpowiedzialna za inspiracje co do nowych kierunków, logistykę pakowania i zakupów oraz zdjęcia i relacje w Social Mediach.

Napisz swój komentarz

Pin It